Historia parafii trześń

Historia kościoła parafialnego pw. Świętej Rodziny w Trześni.

I.  Krótka historia parafii Trześniowskiej

Pierwsze wzmianki historyczne o istnieniu parafii Trześń pochodzą ze średniowiecza, kiedy to najprawdopodobniej w latach 1302-1325 została erygowana.

Była parafią rozległą, obejmującą okoliczne siedliska grębowskie (parafię Grębów erygowano bowiem dopiero w 1604 roku).

Pierwszy kościół drewniany pw. Świętego Mikołaja zbudowano na wzgórku obok rzeki Trześniówki.

Dziś w tym miejscu stoi kapliczka Matki Boskiej pod wezwaniem „Pocieszycielki Utrapionych”. Kapliczka wybudowana została w 1910 roku,
o czym świadczy tablica pamiątkowa z napisem:

Królowej Korony Polskiej w rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem

Parafia Trześń

1410 – 1910.

Trudno powiedzieć ile kościołów wybudowano w historycznych czasach na starym kościelnisku. Ostatni drewniany kościół był pod wezwaniem Aniołów Stróżów.

Pan Eugeniusz Kochowski, wieloletni kościelny i mój Tato, opowiadał, że kiedy w czasach międzywojennych podwyższano wały na Trześniówce
i zaczęto zbierać ziemię ze starego kościelniska, odkrywano kości ludzkie i urny gliniane. Najprawdopodobniej, więc było to miejsce pochówku i miejsce jakiegoś kultu religijnego, na którym zbudowano pierwszą drewnianą świątynię. Dlatego stare kościelnisko pozostało do obecnych czasów między wałami Trześniówki.

Po tych odkryciach przerwano pobierania ziemi z tego miejsca.

Wspomnieć należy, że regulacja rzek Trześniówki i Łęgu przypadła na rok 1889. Według Ustawy Krajowej parafia zobowiązana była do wpłacenia
253 zł i 87centymów ze sprzedaży gruntów plebańskich na pokrycie datku melioracyjnego na regulację w/w rzek.

             Ze względu na częste powodzie na terenach leżących w dorzeczu Trześniówki, Łęgu i Wisły ubodzy parafianie zaczęli gromadzić fundusze na budowę nowego, murowanego kościoła, który miałby stanąć w miejscu starego, drewnianego, grożącego upadkiem i bez fundamentów

II. Historia budowy obecnej Świątyni

 Po śmierci plebana trześniowskiego ks. Jana Gargaszyńskiego
w 1880 roku, z nakazu biskupa przemyskiego, parafię objął pleban ks. Józef Witkowski.

21 lutego 1888 roku ks. J. Witkowski przedstawił, na podstawie uchwały komitetu parafialnego, plany i kosztorys budowy kościoła w Trześni, do zatwierdzenia Najprzewielebniejszemu Konsystorzowi Biskupiemu
w Przemyślu. Świątynia miała być budowana w innym miejscu, prawie najwyższym we wsi, aby nie groźne były jej powodzie.

Na zamierzoną budowę kościoła murowanego dysponowano następującymi funduszami:

1.     ze składek dobrowolnych 3200 zł.

2.     Gmina Trześń ofiarowała połowę pieniędzy przypadających jej ze spadku po śp. ks. plebanie Gargaszyńskim - 4000 zł.

3.     trzecia część spadku po śp. ks. Gargaszyńskim przypadająca na kościół w Trześni - 8700 zł.

4.     pleban ks. Józef Witkowski z własnych funduszy ofiarował -
6000 zł.

5.     na mocy legatu śp. Kacpra Bujaka 100 zł.

      Co daje razem kwotę 22 000 zł

,„Ponieważ do sumy potrzebnej na budowę kościoła, a wyrażonej
w kosztorysie kwotą 40 000zł niedostaje jeszcze 18 000 zł., którą to kwotę strony konkurencyjne pokryć są obowiązane, przeto najuniżeniej prosimy, by Najprzelewiebniejszy Konsystorz tutejsze Starostwo w Tarnobrzegu zawezwał do zarządzenia w tym celu rozprawy konkurencyjnej i by do tejże pory Najprzewielebniejszy konsystorz naznaczył łaskawie ze swej strony zamianować legata” – takimi słowami ks. pleban Witkowski zwrócił się do Konsystorza.

Budowa trześniowskiej świątyni rozpoczęta w roku 1892 trwała 7 lat. Równocześnie ze świątynią wybudowano ogrodzenie i 4 kaplice na zewnątrz kościoła. W 1897r. zbudowano w kościele 2 konfesjonały, piękną drewnianą chrzcielnicę i ambonę.

Wspomnieć należy tutaj także o rodzinie hrabiego Tarnowskiego
z Dzikowa, którzy w dużym stopniu finansowo przyczynili się do wybudowania w tak krótkim czasie naszej świątyni ofiarując na ten cel część swych dochodów. Tarnowscy posiadali w Trześni dobra ziemskie, dworek, spichlerze
i duże zabudowania gospodarcze. Ufundowali oni częściowo materiały budowlane i w całości drewno na dach kościoła i więźbę dachową wieży.
26 kwietnia 1379 r. kasztelan sandomierski Jan Tarnowski odkupił Trześń
od ówczesnego dziedzica Pełka z Golowa za 300 grzywien. Akt sprzedaży został podpisany w Wiślicy w obecności sędziego sandomierskiego Pełki. Od tej chwili Trześń stała się własnością Tarnowskich aż do II wojny światowej.

Ostatnim przed wojną rządcą dóbr Tarnowskich w Trześni był pan Mieczysław Miarkowski.
Oddana do użytku wiernych w 1899 roku nowa świątynia pod wezwaniem Świętej Rodziny jest neogotycką, trzynawową budowlą w kształcie krzyża.

Imponuje na zewnątrz wyniosłą wieżą oraz kamiennym portalem wejściowym uwieńczonym krzyżem, pod którym widnieje napis:

 

„ TEMU, CO NIEBO I ZIEMIĘ ZBUDOWAŁ”

Konsekracji nowego kościoła dokonał biskup przemyski Józef Fischer 11 czerwca 1902 roku.

W następnych latach, po śmierci ks. plebana kanonika Józefa Witkowskiego w 1913 roku, kolejni księża plebani i proboszczowie wyposażali
i upiększali świątynię.

·        Ks. pleban dziekan Dominik Zarytkiewicz pracował w parafii od

 1913 do śmierci 23 sierpnia 1929 roku. Wybudował plebanię i budynki gospodarcze. Z jego inicjatywy parafia ufundowała w gotyckich oknach świątyni witraże. W poszczególnych witrażach są umieszczone nazwiska pojedynczych fundatorów, gromad, wiosek, stanów i zawodów parafian.

·        Proboszcz, ks. Józef Pęcherek pracował w parafii od 8 grudnia

 1929 roku do 30 października 1938 roku, kiedy to został przeniesiony do innej parafii. Dobudował do starej wikarówki dom parafialny z wielką widownią
i sceną dla amatorskich aktorów. Trzeba tu dodać, że budynek starej wikarówki wybudował jeszcze pleban ks. Gargaszyński na ochronkę dla osieroconych dzieci.

 

·        Krótko trwała radość i szczęście parafian, gdy 30 października

1939r. witała czcigodnego kapłana i proboszcza Franciszka Michalca
w trześniowskiej parafii.

               1 września 1939r. wybuchła II wojna światowa.

               2 października 1939 roku, w dzień parafialnego odpustu Aniołów Stróżów, nie biły dzwony i nie grały organy. Niemcy stali wokół kościoła
a ks. proboszcz Michalec śpiewał uroczystą Mszę św. odpustową.

              W 1941 roku ks. Proboszcz zainstalował w całym kościele elektryczną instalację oświetleniową, która zasilana była energią z dworca PKP
w Nadbrzeziu (dzisiaj PKP Sandomierz). Instalację wykonali p. Franciszek Odziemiec z Nadbrzezia i p. Zawadzki z Sandomierza.

              6 stycznia 1942r., w święto Trzech Króli, wierni parafianie przeżyli chwile smutne, gdyż przyszedł rozkaz zamknięcia kościoła i zakaz odprawiania nabożeństw i Mszy św. z powodu panującego tyfusu. Zakaz ten obowiązywał do 15 marca 1942r., ale nie był respektowany i wielu zaufanych parafian uczestniczyło w tajnych nabożeństwach.

            W lutym 1942 r. zarządzono zbiórkę funduszy na meble do zakrystii
i kościoła. Wykonano za nie stalle w prezbiterium i w nawach bocznych kościoła, oraz wykonano kredens na ornaty, bieliznę kościelną i naczynia liturgiczne do zakrystii. Wszystkie meble wykonał stolarz - parafianin
z Zarzekowic, pan Kara. Kiedy ks. pleban Zarytkiewicz urządził zakrystię na stronie wschodnio – południowej kościoła. Przepoławia ona kaplicę Śś Stróżów Aniołów by uniknąć wilgoci szat liturgicznych i paramentów w zakrystii
od strony północnej. Ks. proboszcz Franciszek Michalec przed malowaniem polichromii w kościele w nowej zakrystii instaluje odrzwia z piaskowca w takim samym stylu jak oryginalne w zakrystii starej. Wykonawcą odrzwi był kamieniarz pan Antoni Niedbała urodzony w Borowcu gmina Krasocin,
woj. Kielce. W czasie wojny mieszkał w Nadbrzeziu.  

             Również w ciężkich czasach okupacji hitlerowskiej ściany wewnątrz kościoła przyozdobiono piękną polichromią namalowaną przez pana Hajdukiewicza z Krakowa. W polichromii tej dominują freski o motywach roślinnych, aniołów, świętych, symboli ewangeliczno – eucharystycznych. Artysta namalował także dwanaście obrazów olejnych na płótnie.

 

              Parafianie przeżyli kolejny straszny dzień, gdy na początku 1944 roku policja niemiecka aresztowała ks. proboszcza Michalca i wywiozła go do Tarnobrzega. W areszcie przebywał przez tydzień. Po wyjaśnieniu spraw związanych z ruchem oporu (przynależnością do oddziałów AK), ks. proboszcz został zwolniony i wrócił do parafii.

               W lecie 1944 roku ustępujące wojska okupanta niemieckiego burzyły
i paliły kościoły pobliskich parafii.. W parafii Pniów oddziały hitlerowskie
w ostatnich godzinach swego pobytu ładunkami zburzyły kościół 27 lipca
1944 r., we Wrzawach kościół został spalony, w Gorzycach drewniany kościół spłonął 4 sierpnia 1944r. od pocisków niemieckich na drugi dzień po wkroczeniu armii sowieckiej. Naszą trześniowską świątynię miał spotkać podobny los. Kościół został podminowany, a Niemcy czekali tylko na rozkaz wysadzenia. Ocalił go ks. proboszcz Michalec dzięki bardzo dobrej znajomości języka niemieckiego. Prośba i mocne argumenty przekonały Niemców, ładunki wybuchowe przeniesiono pod most i tam je zdetonowano. Wysadzony został most a świątynia ocalała. Po wkroczeniu armii sowieckiej do Trześni, Niemcy
z Sandomierza przez dwa tygodnie ostrzeliwali wieś pociskami artyleryjskimi. We wsi panowała trwoga. Ginęli ludzie i było wielu rannych. Kościół został mocno poszczerbiony i podziurawiony, a wszystkie witraże kościoła zostały uszkodzone. Cały pozostał tylko jeden, ufundowany przez rodzinę mojego pradziadka, Szymona Kochowskiego. Jedna z kul utkwiła w murze kościoła od strony domu parafialnego i tkwi tam do dzisiaj wysoko w nawie głównej kościoła. Bóg nie pozwolił, aby Jego świątynia, która została tak pięknie odmalowana w tych ciężkich czasach przez parafian, legła w gruzach. I choć pobliskie kościoły spotkał straszny los, nasz pozostał, a jego wieża wznosi się ku niebu, jakby mówiła: „i któż jak Bóg. Podminowali mnie, ale stoję, ocalił mnie na prośby ks. proboszcza Michalca ten, który mocniejszy od wszystkich potęg świata”.

Po wojnie Zakład Witrażów Firmy Zielińskich z Krakowa odrestaurował witraże w przedwojennym stylu i z przedwojennymi dedykacjami fundatorów.

18 sierpnia w 1946 roku ks. proboszcz Franciszek Michalec odprawił ostatnie nabożeństwo w parafii wygłaszając kazanie o pokorze. Był to kapłan bardzo dobry i wielki kaznodzieja, a przede wszystkim bardzo dobry gospodarz, dbający o parafię bogatą od strony duchowej i materialnej. Musiał opuścić parafię Trześń na zawsze. W czasie wojny potrafił radzić sobie z policją hitlerowską, ale nie mógł poradzić sobie ze stalinowskim aparatem Urzędu Bezpieczeństwa. Wolał zamienić się z ks. Konstantym Chuchlą z parafii Radymno.

·        18 sierpnia 1946r. ks. Franciszek Michalec został przeniesiony do

Radymna, a proboszczem parafii w Trześni został ks. kanonik dziekan Konstanty Chuchla, który pracował w niej od sierpnia 1946 roku do dnia swojej śmierci.

Przez sześć lat pracy w Trześni, ks. dziekan Konstanty Chuchla zaskarbił sobie miłość i zaufanie parafian. Szczególnie kochały go dzieci. W pamięci parafian zapisał się jako przyjaciel, dobry kaznodzieja i gorliwy kapłan.

11 marca 1952 roku dla całej parafii był dniem wielkiej żałoby, gdyż w tym dniu, dniu swoich imienin, zmarł ks. dziekan i proboszcz Konstanty Chuchla. Śmierć przyszła szybko. Tylko jeden dzień był w szpitalu w Sandomierzu. Umarł o ósmej wieczór na rękach swej ukochanej matki staruszki. Jego pogrzeb był olbrzymią manifestacją. Kto żyw wyruszył do Sandomierza, aby uczestniczyć w procesji, która szła powoli i prowadziła kondukt żałobny
z trumną Księdza Konstantego. W kościele trześniowskim ostatni raz wzniesiono trumnę w górę, aby wszyscy mogli patrzeć na trumnę, która skryła nam świętobliwą postać naszego Ks. Proboszcza, oracza wybranego na niwie Bożej. Parafianie płakali i w gorącej modlitwie, która przebije niebiosa, prosili Boga o łaskę nieba dla ukochanego Kapłana. Mimowolnie myśli wracały do kazań, które głosił z taką prostotą swym srebrzystym głosem. Wyjaśniał wiernym min. Godzinki do Matki Boskiej, uczynki miłosierdzia, co do ciała i co do duszy, Stary Testament. Nauki te rozżarzała miłość ku Stwórcy, miłość
ku świętym i miłość ku bliźnim. A w pasyjnych kazaniach, gdy charakteryzował św. Piotra, Piłata, Judasza, Annasza, Kajfasza, w kościele była kompletna cisza
i takie zasłuchanie, że ludzie skruszeni wracając mówili, że w taki sposób podanego pokarmu duchowego jeszcze nie słyszeli. To tragizm Męki Chrystusowej pulsował w każdej cząsteczce serca, w każdej duszy. To za nasze grzechy tak cierpiałeś Jezu, Synu Maryi. Za nasze grzechy życie położyłeś na krzyżu. Wierzyć się nie chciało, że to mówi nasz umiłowany i stroskany o swój lud Proboszcz. W jego kazaniach była taka moc, że żadnego nikt nie chciał opuścić. Ten ubogi ksiądz, sługa tajemnic Bożych, miał tyle mocy, tyle sił mimo lichego zdrowia, że głos jego jako harfa najśliczniejsza był tak donośny,
że wszyscy słyszeli, choć nie było mikrofonów. A w ostatnich kazaniach mówił ciągle o śmierci, jakby już przeczuwał, że śmierć wkrótce przyjdzie i że trzeba gotować się nam ciągle na jej przyjście.

Był wspaniałym spowiednikiem i psychologiem. Rozumiał upadki i złości wszystkich. Wiele prosił i uspakajał. Nie poskąpił mu Bóg mądrości. Salomon prosił Boga o mądrość, ale i ks. Dziekanowi nie poskąpił Bóg mądrości do znawstwa dusz ludzkich. Miał taką słodycz w głosie, że człowiek z niepojętą chęcią wysłuchał i korzystał z jego rad i wskazówek. Toteż w przemówieniu
ks. biskupa Wojciecha Tomaki brzmiał wielki smutek, kiedy zaczął mówić – rozgrzeszał was, już was nie rozgrzeszy – te słowa dziwnie zabrzmiały – jakby się jakaś cenna struna przerwała. A kiedy ks. Michalec z ambony nad trumną przemówił –„uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca”,
w nieutulonych smutnych sercach nie znaleźlibyśmy trafniejszych słów, bo tak mało o sobie myślał, a tak dużo w marzeniach swoich polecał pielęgnować tę pokory cnotę. Szukaliśmy go codziennie przy ołtarzach, zdawało się, że przecież zaśpiewano prefację melodyjną nad wyraz głęboką nad wyraz potężną,
że musisz marny człowieku w proch się korzyć. Wszyscy modlą się za jego duszę, a Bóg pasterską cichą pracowitość nagrodzi tam w niebie. Matka Boża przygarnia go płaszczem swoim i spojrzeniem niebiańskim wskazując synowi Swemu, że nie byle jaki pracownik klęczy przy furcie niebieskiej czekając otwarcia, ale żeniec wielki, oracz wielki, który parafian swoich prowadził
ku światłości wiekuistej. Niechże i jemu świeci ta światłość wiekuista.
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. I ponieśli na trześniowski cmentarz włodarza pokory, włodarza cichego, który w cichości a jednak najmocniej wiódł za sobą parafian. W przemówieniu cmentarnym parafianina Michała Mokrzyńskiego skupiła się miłość i wielkie przywiązanie, które nie kończy się
z chwilą pogrzebu, ale trwa stale w sercach parafian.

·        29 kwietnia 1952r. proboszczem parafii trześniowskiej został
ks. dziekan Marceli Dyszyński, który na nowym, założonym
w 1937r. cmentarzu, wybudował murowaną kaplicę cmentarną, która spełniała wszystkie wymogi władz i Sanepidu. Do tego czasu drewniana kaplica cmentarna znajdowała się na starym, istniejącym od ponad 500 lat, cmentarzu, na którym spoczywają pokolenia parafian i księży.

·        Ks. Marceli Dyszyński w lipcu 1968r. przechodzi na emeryturę
ze względu na podeszły wiek, a proboszczem zostaje ks. prałat
i dziekan Roman Chimiak, który pracował w Trześni do swojej nagłej śmierci 4 marca 1987r.

·        12 kwietnia 1987r. parafię objął ks. kanonik Władysław

Brzuszek, który pracował w niej do swojej nagłej śmierci 27 czerwca 2004r. Wybudował on nową wikarówkę, odnowił elewację kościoła, ogrodził na nowo oba cmentarze, odnowił ogrodzenie kościoła i wybudował na nowym cmentarzu nową, większą kaplicę cmentarną wyposażoną w chłodnię.

·        6 lipca 2004r. proboszczem parafii trześniowskiej został

Ks. kanonik Marian Kondysar.

            Wszyscy księża proboszczowie dbali o wystrój i piękno świątyni trześniowskiej, aby parafia i świątynia w każdym czasie i w każdych warunkach mogła funkcjonować na odpowiednim poziomie duchowym i gospodarczym.

III. Zwiedzamy wnętrze Świątyni

Wchodzimy przez piękny portal z piaskowca do kruchty, gdzie na ścianie po lewej stronie widzimy fresk przedstawiający panoramę Jerozolimy
i na jej tle olbrzymi krucyfiks.

Po przekroczeniu drzwi wejściowych do świątyni, widzimy gotyckie łuki i żebrowo-krzyżowe sklepienia, które łączą nawy wsparte na murowanych
z cegły filarach i na kamiennych filarach przyozdobionych kamieniarską sztuką. Ściany i sklepienia toną w błękicie polichromii, a słoneczne światło przenikające przez witraże tworzy świetlistą grotę dając odpowiednią atmosferę do modlitwy, pozwalają odczuć sacrum i chwałą Pana napełniać tę świątynię.

Polichromia sklepienia utrzymana w tonie błękitu przedstawia niebo
z gwiazdami, dlatego ludzie zwiedzający kościół stwierdzają,
iż w trześniowskim kościele jest niebo.

Na ścianach nawy głównej po obydwu stronach nad filarami kamiennymi namalowane są freski czterech aniołów trzymających w rękach symbole:

·        pierwszy - z prawej strony przedstawia Arkę Noego – Bóg widząc niegodziwość ludzi na ziemi oraz zło postanowił ziemię zalać wodami potopu.



·        drugi anioł na tej samej ściany trzyma symbol przedstawiający starotestamentowe „Miłosierdzie Boże” – „łuk–tęczę i gołębicę”. Po potopie rzekł Bóg do Noego: „przymierze zawieram kładąc